Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 024 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

LECH SKONCZYŁ PRAWO, JAREK SKONCZY SPRAWIEDLIWOŚĆ

piątek, 30 marca 2007 15:57

            Będzie emocjonalnie. Ale wybaczcie, nie mogłem się kontrolować, kiedy najpierw usłyszałem posła Arkadiusza Mularczyka, z PiSu rzecz jasna, a potem ministra Ziobrę. Sprawa dotyczyła posłanki SLD Małgorzaty Ostrowskiej. Ziobrowa prokuratura wystąpiła do Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu i jednocześnie zgodę na tymczasowe aresztowanie posłanki. Bo człowiek uznany za gangstera po dwóch latach „tymczasowego aresztu”, pragnąc wyjść na święta, coś sobie przypominał. Przypomniał sobie, że w 2001 roku wręczył łapówkę posłance Ostrowskiej. Prokuratura ucieszyła się zapewne wielce, bo wreszcie ma sukces. Ma posłankę opozycji. Niestety, dla prokuratury, zarzuty były tak marne, że Komisja Regulaminowa Sejmu, gdzie koalicja rządząca ma większość odrzuciła wniosek prokuratury. Wczoraj, czyli w czwartek zaprezentowano Sejmowi stanowisko Komisji regulaminowej. Żadnego znoszenia immunitetu. Żadnego „tymczasowego aresztu”, bo w IV eRPe „tymczasowy” areszt to uwięzienie na lata. Wszystko wskazywało na to, że wniosek Komisji zostanie dziś przyjęty przez Sejm, ale Ziobrowcy nie spali. Poseł Mularczyk najpierw długo słuchał, co minister-prokurator generalny sączy mu do ucha, a potem wyszedł by ogłosić przerwę przed głosowaniem. Bo PiS chciał pewnie przekonać „Samoobronę” by głosowała za wnioskiem. I uzasadniając wniosek, nie tylko złamał Regulamin Sejmu, ale kłamał. Wprowadzał posłów i opinię publiczna w błąd mówiąc, że nie uchylenie immunitetu to granat rozwalający śledztwo przeciwko mafii paliwowej. Zaraz potem takie same brednie upowszechniał minister Ziobro. Wtedy nie wytrzymałem i wraz z gronem kolegów zaprotestowałem podczas konferencji prasowej. Zarzuciłem Ziobrze, że zwyczajnie kłamie.

            Sejm odrzucił wniosek Ziobry o aresztowanie posłanki. Bo część „Samoobrony” była częściowo przeciw. Bo PO i PSL byli przeciw, bo nawet katolicka prawica była też po części przeciw. Z „Samoobrony” jak Ziobro kazał zagłosowało dwóch byłych członków KC PZPR posłowie Janusz Maksymiuk i Rajmund Moric.

            Zarzuty wobec posłanki Ostrowskiej zostały w Sejmie obalone. Zaraz potem premier Kaczyński zadeklarował podczas konferencji prasowej, że PiS tego nie odpuści. Pewnie, że nie odpuści. Już wydawało się, że można uwięzić posłankę opozycji, a innych zastraszyć. A tu taki policzek. Już wydawało się, że rząd, premier będą poza wszelką kontrolą. Sejmu, sadów, trybunałów. A okazało się, że Sejm nie daje się w pełni zastraszyć. No, ale to nie koniec. Czekam teraz na następne ruchy PiSu. Skoro premier Kaczyński obiecał, że nie odpuści, to na pewno słowa dotrzyma.

            Na osłodę kawał sejmowy. Czy wiecie jakie wykształcenie mają bracia Kaczyńscy? Lech skończył prawo, a Jarosław kończy właśnie sprawiedliwość.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

POWIESIŁ SIĘ NA WŁASNYM JĘZYKU

sobota, 24 marca 2007 9:50

Józef Oleksy popełnił polityczne samobójstwo. Powiesił się na własnym języku. Są w Warszawie miejsca, coraz więcej ich, gdzie nie można mówić. U Aleksandra Gudzowatego. U Michnika, którego zresztą Gudzowaty też nagrał, u Renaty Beger. U tej ostatniej nie wolno nawet używać języka migowego, bo ona dodatkowo filmuje.

            Józio Oleksy znany był z długiego, plotkarskiego języka. Było to nawet zabawne, do przedwczoraj. Kilkugodzinna rozmowa u Gudzowatego prezentuje przede wszystkim człowieka rozżalonego odsunięciem na boczny tor, powtarzającego popularne wtedy plotki. I zwyczajną polską zawiść, bo kolegom lepiej udało się w życiu. Nie jestem w stanie ocenić prawdziwości wszystkich rewelacji długojęzycznego Józia. Ale sprawa 400 metrowego apartamentu Kwaśniewskiego to lipa, podobnie jak dom w Kazimierzu. Olejniczak mówi po angielsku biegle, akurat go słyszałem. Janik nie jest „potajemnie zatrudniony w „NIE”. Był współpracownikiem tygodnika w latach 1992-93, redagował rubrykę „Wieści gminne”. Bo potrafił. Urban nie jest redaktorem, który w swojej firmie tworzy synekury polityczne. Jego dewiza brzmi: „Dziennikarza zatrudnia się po to, by na nim zarobić”. Nie dokładać. Zresztą sam Oleksy, na początku roku 1993 starał się o posadę w „NIE”, a Urban wił się między lojalnością, przyjaźnią a racjonalnością działania firmy. I Józka nie zatrudnił. Ale nie minęło pół roku, nadeszło zwycięstwo SLD i PSL w wyborach 1993 i Oleksy z człowieka szukającego pracy zmienił się w marszałka Sejmu. Potem był premierem, oskarżonym „Olinem”, przewodniczącym SLD, w międzyczasie oskarżonym „kłamcą lustracyjnym”. Zawsze broniłem go w publicystyce przed oskarżeniami. A dziś słyszę w mediach jego żale, urazy, kompleksy.

            Józek Oleksy zapowiedział, że jeszcze pojawi się na scenie politycznej. Zawsze więcej mówił niż robił. Swoją ostania szansę, przewodnictwo SLD po Millerze, też przegrał. Ciekawe zatem, gdzie się odrodzi, pojawi? Moi przyjaciele spekulują, że sklerykalizuje się, uduchowi i odrodzi jako Oleksy działacz partii patriotyczno-katolickiej. Może w jakimś skrzydle PiSu?

            To brzmi niewiarygodnie, ale w Polsce wszystko jest możliwe. Ludwik Dorn przyjął chrzest w obrządku katolickim. Dziecko działacza komunistycznego, żydowskiego pochodzenia. Jak pamiętam po chrzcie świętym następną jest Pierwsza Komunia. Jakże chciałbym zobaczyć Ludwika Dorna w białych lakierkach i długiej, białej albie!!!

 PS. Wyjaśniam, bo słyszałem nieprawdziwe informacje. W Chinach nie byłem za pieniądze Sejmu RP, czyli podatników tylko za fundusze SLD ( bilet lotniczy ) i pieniądze Gospodarzy, czyli podatników chińskich.  Poza żarciem, co opisałem, ciężko tam pracowałem. Ale moja ciężka praca nie jest tak interesująca, nie warta miejsca na blogu, jak wrażenia kulinarne.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

BYCZY PENIS W BOCIANICH UDKACH

wtorek, 20 marca 2007 13:40

            W Chinach je się wszystko. Bo przez tysiąclecia kraj ten dotykał strukturalny głód. Zjawisko nieznane w Europie od stuleci, poza XIX wieczną Irlandią, porażoną zarazą ziemniaczaną i Ukrainą w czasach kolektywizacji. W Chinach jeszcze w latach sześćdziesiątych XX w z głodu umierały miliony ludzi. No, ale tam wszystko jest w wielkiej skali. Typowe chińskie, prowincjonalne miasteczko ma przynajmniej dwa miliony ludzi i centrum handlowo-finansowe bardziej wypasione niż w Warszawie.

            Głód sprawił, że jedzenie jest tam świętem, rytuałem. Głód wymusił kulinarne innowacje. Dowiódł, że ze wszystkiego, nawet z uważanych w Europie za odpady, można stworzyć danie główne. I jakże smaczne. Dodatkowo Chińczycy lubią białasów bajerować, wciskać, że ta czy tamta potrawa cudownie działa na potencję. W Azji niezwykła jest moc sugestii.

            Lecąc do Chin zabieram dwie pary spodni. Na wjazd i wyjazd. Te drugie znacznie szersze w pasie. Bo w Chinach, kraju niedawnego strukturalnego głodu żrę. Żrę ile tylko mogę. Podobnie jak towarzyszący mi.

            W Szanghaju byłem ogonem marszałka Olejniczaka. To dwunasty mój pobyt w Chinach, osiemnasty w Azji Południowo-Wschodniej. Toteż od razu uprzedzałem kolegów-posłów. Nie obrażajcie się, kiedy z ust Gospodarzy usłyszycie: Witamy Wielkiego Przewodniczącego Wojciecha Olejniczaka, a także innych członków delegacji. W Polsce każdy pan poseł jest równy. Marszałek to tylko Pierwszy woźny, organizator Widowni. W Sanktuarium Demokracji w Azji liczy się tylko Przewodniczący, ogon za nim jedynie kurz zamiata. Przewodniczący ma zawsze apartament z dwoma łazienkami i trzema siusialniami. Wypasioną limuzynę, koguta z przodu i z tyłu. Ogon jeździe busiakiem.

            Ale za to Przewodniczący musi stale być wyprostowany, pod krawatem, stale wymieniać uprzejmości z towarzyszącymi Mu Gospodarzami. Ogon w busiaku może kimać, drapać się, pierdnąć sobie, przyjąć komunię w płynie. Bywałem Wielkim Przewodniczącym, bywałem ogonem. W ogonie jest wolność, w bryce tonie się w wazelinie.

            W Szanghaju znów widzieliśmy gigantyczne, amerykańsko-azjatyckie miasto. Z budżetem wyższym od Polski. Budujące się, modernizujące, amerykanizujące się. Co krok to nowy most albo podrzeczny tunel. Jakże było to dołujące przy wspomnieniu warszawskiej mizerii inwestycyjnej. A kiedy gospodarze pokazali nam wielką makietę miasta, zgodnie orzekliśmy, że w Warszawie nawet takiej makiety nie zbudowano by w ciągu jednej kadencji prezydenta stolicy.

            Usłużni szanghajscy gospodarze chcieli zrobić nam dobrze i karmili najpierw zamerykanizowaną i zeuropeizowaną chińszczyzną. Coś ohydnego. Tak jakby ze schabowego zrobić hot-doga. Szepty do odpowiednich uszu sprawiły, że Wielki Przewodniczący wpierw został nieśmiale zapytany, czy zaakceptuje chińską chińszczyznę, potem kilka stopniowych prób, w tym jedna na ostro. A kiedy już ostatecznie okazało się, że on nie tylko to je, ale nawet chińską wódkę pije, a ogon wręcz żłopie, to wreszcie znaleźliśmy się w prawdziwych Chinach. A dalej było jeszcze lepiej. Prowincja Shanxi słynie z aromatycznego octu, dań mięsnych. Kuchnie z Taiyuanu i Dantong konkurują ze sobą. Wódka miejscowa ustępuje tylko osławionemu moutai, choć nie zawsze. Przysmakami są potrawy ze skór, skórek świńskich, wołowych, baranich. Penisy bycze i ośle. Rarytasem bocianie udka. Udka i penisy dodatkowo uważane są za afrodyzjaki-pewniaki. Penis byczy smakuje prawie jak ośli, każdy dobrze przygotowany penis smakuje dobrze. Udka bociana smak mają niepowtarzalny. Po penisach i udkach nawet kaczka po pekińsku nie przebija się smakiem. Nawet ta z Qianmen Quamjude Kaoyadian. Najstarszej i największej knajpy w Pekinie serwującej ten kaczy hamburger. W knajpie tej codziennie ubija się całe wagony kaczek, tak masowo, że jeden z moich chińskich przyjaciół nazwał ją „Kaczym Oświęcimiem”.

            W Chinach nie tylko się je. Chinki nie wiedzieć czemu uważają, ze długonosi mężczyźni mają też długie. To co u osłów najsmaczniejsze. Próbowałem walczyć z tym stereotypem, ale tam mieszka ponad 600 milionów kobiet!

            W Chinach nie tylko jedliśmy. W Szanghaju marszałek Olejniczak odsłonił pomnik Chopina. Piękny jak rzadko, bo zwykle pomniki przypominają kamienie nagrobne. Ale wyrzeźbiła go Chinka pani Lu Pin, absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. I skupiła się nie tylko na nosie artysty. Chińczycy kochają Chopina do szaleństwa. W czasie odsłonięcia oprócz Piotra Palecznego, stu Chińczyków zagrało na raz. Bo w Chinach liczy się wielkość. Począwszy od czubka nosa.

            W Polsce rzecz jasna zmarginalizowano to wydarzenie. PiSowska telewizja publiczna scenzurowała Olejniczaka. Przy okazji nie poinformowano, że pomnik to inicjatywa społeczna, Stowarzyszenia Chińskiego w Polsce i Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Chińskiej. A zapłaciły za jego wykonanie polskie firmy inwestujące w Chinach m.in. Bioton, KGHM, „Chipolbrok”, Damis, Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych, a także chińska Ming Hoong Development Poland. Rozumiem, że PiSowska TVP nie może znieść opozycji, ale czemu cenzurować apolitycznych i prywatnych darczyńców?

            Następnym razem wrócę do polskiego piekiełka. Na razie czuję jeszcze smak tych chińskich rarytasów.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 262 735  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

BIOGRAFIA PIOTRA GADZINOWSKIEGO

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu ...

więcej...

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu wykonywał wyjątkowo podłe zawody: posła, publicysty, pomocnika redaktora naczelnego i pomocnika piekarza. W Sejmie RP zwanym obecnie „sanktuarium demokracji” przechował się przez 3 kadencje. Bywał na posiedzeniach Komisji Kultury, Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Łączności z Polakami za granicą W Sejmie RP, Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i Parlamencie Europejskim. Współtworzył ustawę o kinematografii. Oznaczono go orderem zasłużony kulturze „Gloria Artis”. Autorzył i współautorzył sześciu książkom publicystycznym i satyrycznym. Znający go dobrze uważają, że lepiej mówi niż wygląda i lepiej pisze niż mówi. Przeczytaj bloga, a będziesz zaskoczony.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1262735

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl