Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 229 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Między nami Partnerami

poniedziałek, 16 lutego 2009 23:04

„ Partnerstwo Wschodnie" to program pomocowy dla szóstki państw na wschód od UE, czyli Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Armenii, Gruzji, Azerbejdżanu. Rosji nie dotyczy, bo to mocarstwo surowcowe ma osobne relacje z UE.

   Partnerstwo Wschodnie ma wspierać finansowo i koncepcyjnie rozwój infrastruktury „ społeczeństwa obywatelskiego", szkolnictwa, infrastruktury w tych krajach . To zapowiedz obniżenia opłat wizowych dla szóstki krajów objętych Partnerstwem, częściowe otwarcie rynku pracy UE dla nich, umowy o tworzeniu wspólnych sieci energetycznych, rozszerzanie stref wolnego handlu. Następnie planowano wprowadzenie ruchu bezwizowego i w finale umowy stowarzyszeniowe UE z poszczególnymi krajami Partnerstwa.

  Ale to planowano przed kryzysem. Teraz planowany budżet Partnerstwa zaczyna chudnąć. Do listopada mówiono o wydaniu w latach  2010-2014 sum w granicach 950- 600 milionów euro. W grudniu Komisja Europejska dyskutowała o 350 milionach. Ile będzie naprawdę okaże się na czerwcowym szczycie UE w Czechach. Być może pieniędzy starczy na instytucje Partnerstwa, czyli corocznie spotkania  ministrów spraw zagranicznych państw UE z ministrami szóstki Partnerstwa oraz spotkania premierów UE i szóstki Partnerstwa planowane na co dwa lata. Zatem Polska i Szwecja , dwa kraje firmujące Partnerstwo Wschodnie, muszą pilnować by pieniądze poszły na programy pomocowe , a nie na biurokrację.

 „ Partnerstwo Wschodnie" nie może też być :

x/ Projektem antyrosyjskim. Konfliktującym  Rosje i jej najważniejszych sojuszników w UE, czyli Niemcy i Francję, z pozostałymi krajami wspólnoty.

x/ Osłodą dla Ukrainy i Gruzji za niezrealizowane obietnice państw UE szybkiego wstąpienia Ukrainy i Gruzji do UE i NATO.

x/ projektem ożywiającym marzenia „Panów Polaków" o koloniach na wschodzie.

PS.

x/ Od dzisiaj do 10 marca jestem w Ghanie, czyli na blogu nieobecny.

x/ Obrońcom Jana Rokity radzę sprawdzić na kogo samolot czekał z odlotem. Których pasażerów brakowało do kompletu na liście.

x/ Do Ghany lecę Lufthansą.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PŁASZCZ ROKITY

środa, 11 lutego 2009 19:50

   Wredne niemieckie stewardesy nie uszanowały Płaszcza. Wybitnego Jana Marii Rokity. I Kapelusza jego też.

   A przecież obywatel Jan M. Rokita to elita elit politycznych odrodzonej RP. Zaczynał jeszcze za pierwszej komuny w  anarchistyczno-pacyfistycznym „WiP"-ie. Stamtąd, dzięki umowom  „ Okrągłego Stołu „ przeistoczył się  w VIP-a. Wieloletniego parlamentarzystę, pierwszego ministra w rządzie Hanny Suchockiej, tenora komisji antyRywinowskiej i  prawie „ premiera z Krakowa". Dziś  jest publicystą na gwiazdorskim kontrakcie gazety „ Dziennik".

   Ale jest też byłym. Posłem. Byłym VIP-em.

   Nielekko jest być byłym. Bez paszportu dyplomatycznego, bez biletu w klasie biznesowej, bez wejściówki do VIP saloniku na lotnisku. Bez uśmiechów, poinformowanych o obecności na pokładzie VIP-a, stewardes. Wiem coś o tym, choć spadłem z o wiele, wiele niższego konia, niż obecny recenzent klasy politycznej z „ Dziennika". Ale zdarzało się i mojemu płaszczowi lecieć w jednej szafie z Płaszczami bussines class.

   Przejście z VIP raju do życia w realu gorzkie bywa. Zwłaszcza, kiedy VIP-owskie  nawyki pozostają na bezVIPiu. Kiedy w postVIPowskiej  głowie nie mieści się, by Płaszcz i Kapelusz umieścić w ciasnym, nieVIPoskim schowku. By być zapobiegliwym. Nie czekać do chwili ostatniej odlotu, tylko wcześniej zająć miejsce w schowku. Znów walczyć o swoje miejsce. Albo pogodzić się  z własnym gapiostwem i przelecieć te niecałe dwie godziny z Płaszczem i Kapeluszem na kolanach.

  Tymczasem Jan M. Rokita podjął , jak wielu polskich polityków, walkę z góry przegraną. W niemieckim samolocie jest jak w państwie prawa - nie ma odstępstw od obowiązujących reguł.Nawet odstępstw dla reprezentanta polskich elit, który łamanie reguł nazywa " polskością ". Nie ma tam specjalnych miejsc dla Płaszczy i Kapeluszy byłych VIP-ów. Kwater dla zasłużonych. Tam każdy musi  lecieć wedle wykupionej taryfy. Nawet Płaszcz Jana M. Rokity.

  Przerwany lot wybitnego krajowego publicysty to powtórka znakomitego „ Płaszcza" Aleksandra Gogola. Synteza urzędniczej mentalności polskiego ex polityka . Dbającego przede wszystkim o wygodę swego nadal VIPowskiego płaszcza. Bo choć korona z poselskiej głowy już spadła, to Płaszcz, też atrybut władzy i dostojeństwa, pozostał. Bez odpowiedniego Płaszcza polski polityk, czy analityk jest nikim.

   Walczącego o godność swego Płaszcza, i Kapelusza też, wielkiego polskiego patriotę niemieccy policjanci wyprowadzili z samolotu skutego w kajdanki. Jak  kiedyś ZOMO działaczy podziemia. Jak dziś policja awanturującego się kibola, czy pijanego pasażera. Nie mieli widać świadomości, że reprezentant polskiej elity chciał mieć tam swoje Westerplatte. Pryncypialne „ non possumus"  Nie będą  przecież byle Niemki tykać jego Płaszcza. I pluć mu w Kapelusz !

   Jan Maria Rokita nie powinien nigdy zdejmować swego Płaszcza. Przykrywającego mu małość. Ani Kapelusza. Do którego też trzeba mieć głowę.

PS. Zapraszam w sobotę  14.02.09 do teatru " Groteska " w Krakowie na IX Reality Shopka Szoł o godzinie 20-tej. Będę tam deklamował.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Moje skromne kwalifikacje

niedziela, 08 lutego 2009 19:52

   Czasy mamy takie, że jeśli człowiek sam o sobie nie opowie, to zwykle inni tego nie zrobią. A jak spróbują, to czasem przekręcą.

  Ponieważ ostatnio często słyszę pytanie :

   „ Jakie mam kwalifikacje i doświadczenia, by kandydować do europarlamentu ?„

 Wszystkim zainteresowanym odpowiadam.

 Przez dziesięć lat byłem  posłem Sejmu RP. Zostałem uznany w IV i V kadencji przez liczne i różnorodne media, m.in. „ Życie Warszawy", „Rzeczpospolitą", portal „ Money. pl" za jednego z najbardziej aktywnych i pracowitych posłów z okręgu warszawskiego, a także spośród posłów całego Sejmu RP. W tamtych rankingach plasowałem się zwykle w pierwszej trójce warszawskiej, czasem krajowej, raz nawet umieszczono mnie na pierwszym miejscu wśród posłów wybranych z okręgu warszawskiego. Rankingi bywają złudne, ale miejsca na przysłowiowym „ pudle", czyli w pierwszej trójce, albo piątce, w różnych rankingach jednak o pracowitości świadczą. Nigdy nie odnotowano mnie jako poselskiego lenia, czy aferzystę.

 W Sejmie RP pracowałem przez 10 lat w Komisji Kultury i Środków Przekazu, przez 6 lat w Komisji Europejskiej  i  przez 4 lata w Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

 W Komisji Kultury zajmowałem się przede wszystkim problematyką mediów, kinematografii, praw autorskich i pokrewnych, własności intelektualnej. Ta wiedza przydała mi się w czasie pracy w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i  „obserwatora" europarlamentu.

Komisja Europejska jest drugą , oprócz Komisji Finansów Publicznych , która pracuje stale, nawet kiedy Sejm RP nie zbiera się na plenarnych posiedzeniach. Monitoruje ona, opiniuje propozycje regulacji prawnych w Unii Europejskiej z punktu widzenia polskich i UE interesów. Jej członkowie regularnie uczestniczą w roboczych spotkaniach parlamentarzystów, urzędników Unii Europejskiej. Pomagają parlamentarzystom i urzędnikom komisji europejskich krajów wstępujących do UE. Zwykle radzą co robić, by uniowstąpienie było skuteczne i jak najmniej bolesne. Członkowie Komisji Europejskiej regularnie współpracują z instytucjami UE  i krajów do UE wstępujących. Przyjmują  w Sejmie delegacje państw UE i krajów wstępujących.

Komisja Łączności z Polakami za Granicą wspiera obywateli innych krajów narodowości polskiej, lub posiadających polskich przodków. Przede wszystkim w krajach byłego ZSRR, bo tam nasza pomoc jest najbardziej potrzebna. Pracując w tej komisji zajmowałem się „ dyplomacją parlamentarną „. Jako reprezentant Sejmu RP zabiegałem o interesy Polaków na Ukrainie, Litwie, w Rosji, Mołdawii, Rumunii, Austrii, Belgii, Holandii, Macedonii. I paru innych krajach, gdzie byłem też reprezentantem  ZG Rady Europy, albo parlamentarnych grup bilateralnych.

Sejm RP jest członkiem Unii Międzyparlamentarnej. W Sejmie działają liczne grupy bilateralne, czyli współpracy między różnymi parlamentami. To inny rodzaj„ dyplomacji parlamentarnej"

W ciągu 10 lat pracy w Sejmie RP współzałożyłem parlamentarną grupę polsko -wietnamską, której byłem przewodniczącym i wiceprzewodniczącym. Przewodniczyłem grupie polsko- chińskiej, największej za czasów mojego przewodnictwa. Współtworzyłem i przewodniczyłem grupom polsko-kambodżańskiej i polsko-laotańskiej. Współprzewodniczyłem grupie polsko-koreańskiej / Republika Korei oraz  KRL-D/. Aktywny byłem też w grupach bałkańskich.

Byłem w latach 2001-2005 członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Polska- Litwa.

W latach 2003-2004 byłem w delegacji Sejmu RP „ obserwatorów Parlamentu Europejskiego". Mieliśmy wtedy szansę poznać zasady pracy europarlamentu, jego komisji i innych instytucji.

W latach 2001-2007 byłem członkiem delegacji Sejmu RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Pracowałem tam w trzech komisjach : Komisji Kultury, Komisji Demografii, Migracji i Uchodźców oraz Komisji Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. W 2007 roku zostałem wybrany wiceprzewodniczącym Podkomisji Równego Statusu Zawodowego.

Jako reprezentant Rady Europy uczestniczyłem w misjach obserwacyjnych wyborów parlamentarnych w Serbii/ dwukrotnie/ ,w Serbii na Kosowie/ wybory samorządowe/, Macedonii, Armenii, Turcji, Kazachstanie.

W czasie plenarnych posiedzeń Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy /zbiera się ono  cztery razy w roku / zabierałem kilkanaście razy głos. Podczas debat tematycznych i podczas debat w formie „zadawania pytań „ zapraszanym do Strasburga głowom państw. Warto dodać, że nie zawsze sama wola zabrania głosu, czy zadania pytania daje prawo do wystąpienia na forum Zgromadzenia.Decyzja o dopuszczeniu do głosu należy do kierownictwa międzynarodowej frakcji parlamentarnej, uwarunkowana jest m.in. znajomością problematyki zgłaszającego się.Warto przypomnieć, że to ja zadałem na forum Rady Europy pytanie nowowybranemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence dotyczące ochrony praw mniejszości polskiej na Ukrainie. I zmusiłem go przy tej okazji do jednoznacznej deklaracji otwarcia przez władze ukraińskie wyremontowanego Cmentarza Orląt Lwowskich.

Warto dodać, że działałem też w Partii Europejskich Socjalistów/ PES /. Uczestniczyłem w kongresach PES w Brukseli i w Porto, misji monitorującej wybory parlamentarne na Ukrainie. W Sekretariacie Międzynarodowym SLD pilotowałem relacje SLD - Chiny i Wietnam. Społecznie.

Znam angielski i rosyjski na poziomie konferencyjnym. W Radzie Europy / w przeciwieństwie do Parlamentu Europejskiego, gdzie posłowie przemawiają w ojczystych językach/ podczas wystąpień plenarnych, posiedzeń komisji, oraz we wszystkich dokumentach używa się dwóch oficjalnych roboczych języków: angielskiego i francuskiego. Podobnie jest podczas międzynarodowych konferencji organizowanych przez Radę Europy i w misjach RE monitorujących wybory parlamentarne, prezydenckie.Jedynie podczas posiedzeń plenarnych ZG Rady Europy można skorzystać z dodatkowych tłumaczeń na rosyjski i hiszpański, bo te kraje płacą tam za dodatkowe tłumaczenia.

 Reasumując  najlepszym dowodem mojej aktywności parlamentarnej, kompetencji i poziomu znajomości języków był mój wybór na wiceprzewodniczącego Podkomisji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy jako jedynego reprezentanta krajów Europy Środkowo- Wschodniej.

Tyle na dziś. Następnym razem podyskutujemy o koncepcji Partnerstwa Wschodniego, bo, sadząc z wpisów komentujących, warto zasady Partnerstwa wyjaśnić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  1 268 658  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

BIOGRAFIA PIOTRA GADZINOWSKIEGO

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu ...

więcej...

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu wykonywał wyjątkowo podłe zawody: posła, publicysty, pomocnika redaktora naczelnego i pomocnika piekarza. W Sejmie RP zwanym obecnie „sanktuarium demokracji” przechował się przez 3 kadencje. Bywał na posiedzeniach Komisji Kultury, Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Łączności z Polakami za granicą W Sejmie RP, Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i Parlamencie Europejskim. Współtworzył ustawę o kinematografii. Oznaczono go orderem zasłużony kulturze „Gloria Artis”. Autorzył i współautorzył sześciu książkom publicystycznym i satyrycznym. Znający go dobrze uważają, że lepiej mówi niż wygląda i lepiej pisze niż mówi. Przeczytaj bloga, a będziesz zaskoczony.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1268658

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości