Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 022 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Mongolski szlak prezydenta Komorowskiego

czwartek, 29 grudnia 2011 13:52

  

Chińczycy bywają uwodzicielscy.

Dowody skuteczności chińskiej sztuki kochania znamy z historii. Chiny można było podbić, ale żadnemu najeźdźcy nie udało się ich zdechinizować Państwa Środka. Rzym upadł pod naporem barbarzyńskich najeźdźców.  Mongolscy, mandżurscy zdobywcy Chin zchinizowali się utrzymując ciągłość tego państwa.

Mongolską drogą poszedł pan prezydent Bronisław Komorowski w czasie grudniowej chińskiej wizyty. Gospodarze zadbali by był przyjmowany jak zdobywca. 

Czerwone dywany, dywizje reprezentacyjne, sale spotkań wielkie jak nasz nowy Stadion Narodowy, kameralne gabinety zdobione wizerunkami żurawi (w Azji żuraw symbolizuje wierności i służby bezpieczeństwa).

Spotkania z prezydentem, marszałkiem parlamentu, premierem, wicepremierem – przyszłym premierem, stale towarzysząca pani minister w randze wicepremiera.

 

Wszyscy niezwykle uprzejmi, mili, stale uśmiechnięci.

I jakże pozytywnie reagujący na polskie postulaty. Tym razem polski prezydent osiągnął to o co w XIX wieku władcy państw cywilizacji Zachodu wywoływali w Chinach wojny. Chińczycy zgodzili się zakupić potrzebną im miedź z polskich kopalń i cywilną część Huty Stalowa Wola.   A także polskie mięso i bursztyn, bo tych towarów od nas jeszcze potrzebują. Zgodzili się na otwarcie swych portów lotniczych dla naszego LOT-u, bo skoro kupili hutę i zamierzają bursztyn, to po co latać do nas przez Frankfurt.

 

I wiele dobrego nam obiecali.  Kupić polskie obligacje państwowe, bo są rentowne. Zainwestować w Polsce, jeśli to się im opłaci.  Otworzyć swój bank w naszym kraju, bo skoro mają być chińskie inwestycje  to po co im obce banki.

Obiecali przysyłać kontyngenty chińskich studentów jeśli kraj nasz poluzuje nieprzyjazne dla nich rygory wizowe. Oczywiście nie najzdolniejszych, czy najbogatszych, bo ci studiują w USA, Australii, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech.  Takich na nasz wymiar.

Polski prezydent niczego większego w Chinach nie kupił, za to w liczącym 11 punktów polsko-chińskim oświadczeniu – umowie uznał, że oba kraje "szanują i wspierają obraną raz na zawsze drogę rozwoju".

To znaczy, że Rzeczpospolita Polska zaakceptowała niedemokratyczne Chiny.

Aby nie było nieporozumień w oświadczeniu jest też mowa o "wzajemnym poszanowaniu mimo różnic politycznych" i stwierdzenie, że oba kraje prowadzą "politykę wewnętrzną i zewnętrzną zgodnie z uwarunkowaniami", w jakich się znajdują.

To znaczy, że kiedy Polska spacyfikuje Litwinów w Puńsku to Pekin nie wezwie polskiego ambasadora na przysłowiowy dywanik. Podobnie kiedy Pekin spacyfikuje protestujących Tybetańczyków władze polskie nie przypomną sobie o „ prawach człowieka”. Bo są od teraz polskim, a nie chińskim „ uwarunkowaniem”.

 

 Jak nieśmiało zauważyły polskie media w oświadczeniu nie ma mowy o prawach człowieka. Prezydent Komorowski pytany przez dziennikarzy, czy w rozmowie z Hu Jintao poruszył te kwestie odparł zdawkowo: "Tak, to bardzo ważne, bardzo ważne" i odszedł od mikrofonów.

Po powrocie do kraju tego tematu też nie było, bo nas prezydent zachował się jak typowy chiński szef kiedy mu grożą niewygodne pytania.   Ogłosił, że nagle zachorował na gardło.

Ale w polsko-chińskiej umowie, w art.8, znalazł się też zapis, że Polska   "popiera dialog"   Unii Europejskiej z Pekinem w sprawie zniesienia unijnego zakazu sprzedaży broni Chinom.  Co polscy komentatorzy zupełnie przeoczyli. A przecież to dla Chin najważniejsza zdobycz.

Taki zapis nie oznacza wprost, że Polska chce likwidacji obecnego embarga Unii Europejskiej.   Chińczykom w zupełności wystarczy, że Polska, postrzegana jako tradycyjnie proamerykańskie, czyli „proembargowe” państwo, nie zawetuje propozycji zniesienia tego embarga zgłoszonego przez Francję, lub Włochy.

Dzięki temu Chiny kupią w UE broń lepszą i nawet tańszą niż dotychczas w Rosji.   Zapewne zaoszczędzone na embargu pieniądze przeznaczą na dokupienie reszty Huty Stalowa Wola, tej atrakcyjnej, bo wojskowej, na co im teraz embargo UE jeszcze nie pozwala.

Mogą też Chiny kupić od polskich fabryk amunicję karabinową, bo ona, oprócz miedzi i bursztynów, mieści się w katalogu chińskich oczekiwań. 

Ponieważ moce wytwórcze polskich fabryk amunicji nie są w pełni wykorzystane, a budżet Polski stale dziurawy, możemy dożyć czasów, że polski prezydent będzie się modlił, by Chiny nie zeszły ze swej  „obranej raz na zawsze drogi rozwoju” i nie zniosły kary śmierci wykonywanej tam często przez rozstrzelanie.  Dalej prowadziły swa politykę wewnętrzną  „zgodnie z uwarunkowaniami” zużywając jak najwięcej produktów pochodzenia polskiego.

W ubiegłym wieku na studiach uczono mnie, że komunizm globalnie zwycięży.

Wiedzę wpajano mi niepełną – nie precyzując, że będzie on chiński.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

16 grudnia 2011

piątek, 16 grudnia 2011 18:19

                                 Flaczki

  

 

     Wieczorna demonstracja 13 grudnia zwołana przez "Jarosław- Polskę zbaw !" zakończyła ostatecznie podział postkomunistyczny w naszym kraju. Od tego dnia dla prawicy „  Jarosław – Polskę zbaw” ważniejszy jest Sikorski niż Jaruzelski. To bardzo pragmatyczne podejście. Generał Jaruzelski wstępuje do grobu, a Sikorski odzyskał drugą polityczna młodość. Teraz on stoi tam gdzie dawno, dawno, dawno temu ZOMO.

  

 

       Z okazji trzydziestych rodzin Stanu Wojennego krajowe mejstrinowe media ogłaszały konkursy na najpiękniejsze wspomnienia Dnia Urodzin Stanu Wojennego. Statystycznie najwięcej Widzów, Słuchaczów i Czytelników – skarżyło się, że najbardziej zabrakło im tego dnia telewizyjnego Teleranka. Postuluję by w przyszłym roku 13 grudnia uroczyście odsłonić Pomnik Ofiar Braku Teleranka.  

   

 

      I  również 13 grudnia 2011 roku mnożące się jak króliczki „ historyczne grupy rekonstrukcyjne” odtwarzały ów historyczny dzień. W tym roku pomimo fatalnych warunków atmosferycznych – zabrakło ówczesnego mrozu i śniegu – tysiące rekonstutorów wyszło na ulicę. Zauważono, że z roku na rok coraz więcej jest chętnych do  grania  coraz piękniejszego ZOMO i poniewierania flejowatych solidaruchów.  „ ZOMO bijące serc partii” – tak wtedy mawiano. Dziś też wychowani w kulcie pragmatycznego sukcesu młodzi instynktownie wybierają zwycięską wtedy formację.

 

      Pora wrócić do krzyża. Tego w Sali Plenarnej Sejmu RP. Bo pani marszalica Ewa Kopacz ma już cztery niekorzystne dla anty krzyżowców ekspertyzy.

Jak już pisałem na przełomie lat 1997/ 98  roku prowadziłem intensywną parlamentarną korespondencję z ówczesnym marszałkiem Sejmu Maciejem Płażyńskim w sprawie zdjęcia krzyża z Sali Plenarnej Sejmu RP. Odmówił mi zręcznie falandyzując prawo. Konstytucja RP jest tak pojemna, że można w niej znaleźć uzasadnienia stanowiska za krzyżem i przeciw też. Większość sejmowa była wtedy za krzyżem, nawet ówczesna „ liberalna „  Unia Wolności. Wtedy partia Janusza Palikota. 

   Marszałek Płażyński odmówił, bo miał nie tylko sejmową większość, ale też wsparcie mediów. Poza tygodnikiem „ Nie” i „ Trybuną” żaden dziennikarz wówczas nie zająknął się o tym sporze. SLD już wtedy „ mniej było wolno”. Postulat zdjęcia krzyża był przyjmowany przez polskie media wrogo, jako przejaw „ zoologicznego antyklerykalizmu”.

     Ale to nie wszystko. Skoro krzyż dalej miał wisieć to w styczniu 1998 roku posłowie ówczesnego Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wolności Światopoglądowej /składającego się tylko z posłów SLD/ zwrócili się do marszałka Macieja Płażyńskiego aby obok krzyża umieścić symbole innych wyznań oraz symbol humanistów – ateistów. Marszałek Płażyński nie odpisywał nam tygodniami. Zagroziliśmy wtedy, że zwrócimy się do Komisji Etyki Poselskiej, bo pan marszałek łamie Regulamin Sejmu RP. Wtedy marszałek Płażyński poskarżył się na nas szefowi kluby SLD Leszkowi Millerowi i wezwał go  by nas poskromił. Miller, który wcześniej też postulował zdjęcie krzyża i pisał pisma  do Płażyńskiego zareagował śmiechem i nakłaniał nas do wymuszenia odpowiedzi od pana marszałka. Ten zyskując na czasie znalazł wyjście – zapytał nas, czy mamy pisma innych kościołów i związków wyznaniowych domagających się powieszenia swych symboli. Nie mieliśmy, bo w tym czasie presja rządzącej Akcji Wyborczej Solidarność i popierających Kościół kat. krajowych mediów była tak silna, że żaden z innych kościołów nie odważył się postulować. I tak postulaty powieszenia w Sejmie krzyża prawosławnego i żydowskiej Menory odpadły.

Pozostał postulat powieszenia symbolu humanistów – ateistów. Mieliśmy tym razem oficjalne stanowisko ówczesnej Federacji Stowarzyszeń Humanistycznych. Po tygodniach zwłoki pan marszałek Płażyński odpisał nam, że na Sali Plenarnej Sejmu RP są już płaskorzeźby – alegorie podstawowych cnót jak „ praca”,   ” wiedza”, "sprawiedliwość”  i one wystarczająco symbolizują humanistów - ateistów. Informowane o tej odpowiedzi krajowe media odmówiły jej nagłośnienia.

  

      Wracając do historii krzyża, do ówczesnych mediów, przypomniałem sobie, że w latach 1997 -2003 demokratyczne media, jak np. „ Gazeta Wyborcza”, telewizje, radia państwowe i komercyjne z sympatią prezentowały dzielnych miotaczy z Ligii Republikańskiej i nawet łysoli z ONR obrzucających petardami, kamieniami i zbukami pierwszomajowe pochody SLD-PPS. Postkomuna była wtedy wyjęta spod praw obywatelskich w „demokratycznych” i „ liberalnych” mediach. Dopiero kiedy neofaszyści zaczęli bić też „ kosmopolitów”, gejów, lesbijki i kolorowych, to krajowe media dostrzegły, hodowany przez siebie,  neofaszyzm. Tak już silny podczas ostatniego 11 listopada.

 

 

       Pani wdowa smoleńska Zuzanna Kurtyka powiedziała, że w ostatnich wyborach prawica głosowała na naród a lewica na społeczeństwo. I miała rację. Czy słaby wynik lewicy z SLD był dlatego, że społeczeństwo – elektorat zostało w domu, bo liderzy SLD zwracało się do nich tak jak prawica, w kategoriach narodu ?

   

    I coś weselszego. Nowy minister infrastruktury Sławomir Nowak uroczyście zrezygnował z szybkiej kolei  Warszawa- Łódź- Poznań- Wrocław, bo to „ kosztowna zabawka”. Skrytykował kosztowną przebudowę łódzkiego dworca głównego. Zapowiedział modernizacje i przyśpieszenia pociągów na trasie Warszawa – Gdańsk i modernizację dworców kolejowych, zwłaszcza gdańskiego.

Poprzedni minister infrastruktury miał okręg wyborczy w Łodzi.

Zgadnijcie gdzie jest jego okręgi wyborczy nowego ministra ?           

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

5 grudnia 2011

poniedziałek, 05 grudnia 2011 14:08

                               Flaczki

    

 

      Polska osiągnęła  wielki sukces towarzyski – wszystkie drużyny marzyły o zagranie z naszą podczas mistrzostw w piłce skopanej „ Euro 2012”. W czasie losowania też szczęście nam sprzyjało – trafiliśmy do najsłabiej notowanej grupy. Ale dla nas ta wymarzona przez innych grupa to też „grupa śmierci”.

 

 

         Karę śmierci dla wszystkich obywateli RP zaproponowały: kaczyńskie PiS i kursko- ziobrowska SP. PO i Ruch Palikota karę śmierci proponowały jedynie Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Jak zwykle w naszym kraju skończyło się na obietnicach. Odstrzelono jedynie koziołka ofiarnego – genseka PZPN, popularnego w środowisku piłki skopanej Zdzisia Kręcinę. Bo klął jak góral spod Żywca, gadał o dutkach jak góral podhalański i dał się koledze nagrać. Żal mi górala Kręciny. Tyle lat w piłce skopanej a zaufał działaczowi PZPN. Po Kręcinie strach już nawet zakląć głośno.

 

 

         PiS zaprasza na „ Marsz Niepodległości” dnia 13 grudnia 2012. Maszerujący mają zademonstrować swą odrębność wobec Unii Europejskiej. Czy  na marszu 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, będą też hasła poparcia dla kary śmierci ?

 

 

           Polski minister spraw zagranicznych przemówił w Berlinie po angielsku jak liberalny Europejczyk. To musiało rozhuśtać krajowe życie polityczne i media.  Zgadzając się na większe sfederalizowanie UE nie wolno zapominać o zablokowanej w naszym kraju przez Sikorskiego i jego Platformę Obywatelską Karcie Praw Podstawowych. Nie wolno zgadzać się na Unię Europejską różnych praw pracowniczych i socjalnych.

  

 

       W Rosji wygrał Putin, ale nie tak wysoko jak planował. Ma wspólny z Tuskiem problem. Też go w czasie kampanii kibice wygwizdywali.

 

 

           Premier wezwie społeczeństwo by oszczędzało w imię zmniejszenia deficytu budżetowego RP. I zaproponuje społeczeństwu program oddłużania zadłużonego państwa. W nowym, odmłodzonym, przystojniejszym od poprzedniego, rządzie premiera Tuska aż 14 ministrów ma niespłacone wielosettysięczne pożyczki. Jak żyć z takimi długami panie premierze ?

  

 

          Po cichu premier zdymisjonował minister Julie Piterę, która miała walczyć z korupcją, a nawet Kręciny nie nagrała.  Za to przez 4 lata ministrowania obciążyła budżet na ponad 2 miliony złotych. Ale jej rządowa posada była efektem korupcji politycznej – premier Tusk uczynił opozycyjną w PO pyskatą Piterę ministrem, aby ucichła. Czy opozycja rozliczy premiera z tej korupcji politycznej przy okazji debaty budżetowej?

 

 

             Rząd się zbroi. Rozdzielono MSWiA na ministerstwo od administracji i na ministerstwo spraw wewnętrznych. Na czele tego ostatniego stanął zaufany człowiek premiera. Za PRL nazwalibyśmy go „ ubekiem”, dziś takich fachowców nazywa się  „analitykami”. Rząd i prezydent już zapowiedzieli pilne projekty ustaw ograniczające prawo o zgromadzeniach. Premier obiecał wszystkim pracownikom administracji zamrożenie płac, za to policji i wojsku podwyżki.  To rządowa odpowiedź na postulaty ewentualnych „ oburzonych „ ?   

  

 

              I pytanie do premiera :

         Czy likwidację ulgi internetowej rząd uzupełni zapowiadaną, ale nie realizowaną budową infrastruktury dostępnego dla wszystkich Internetu ?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 262 694  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

BIOGRAFIA PIOTRA GADZINOWSKIEGO

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu ...

więcej...

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu wykonywał wyjątkowo podłe zawody: posła, publicysty, pomocnika redaktora naczelnego i pomocnika piekarza. W Sejmie RP zwanym obecnie „sanktuarium demokracji” przechował się przez 3 kadencje. Bywał na posiedzeniach Komisji Kultury, Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Łączności z Polakami za granicą W Sejmie RP, Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i Parlamencie Europejskim. Współtworzył ustawę o kinematografii. Oznaczono go orderem zasłużony kulturze „Gloria Artis”. Autorzył i współautorzył sześciu książkom publicystycznym i satyrycznym. Znający go dobrze uważają, że lepiej mówi niż wygląda i lepiej pisze niż mówi. Przeczytaj bloga, a będziesz zaskoczony.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1262694

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl