Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 229 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Chińskie żony dla Polaków

poniedziałek, 27 listopada 2006 11:36
            Już od urodzenia otacza nas chińszczyzna. Pierwsze ubranka, zabawki. Z biegiem lat człowiek dorasta w chińskiej odzieży. Pisze chińskim pisakiem, biega do szkoły z chińskim piórnikiem i odtwarzaczem mp3. Jak już wyrośnie ze swych pierwszych chińskich Adidasów pewnie przesiądzie się do chińskiego samochodu, bo takie niebawem będą u nas produkować. I ruszy po polskich autostradach, pod warunkiem, że wybudują je nam Chińczycy. Po latach, mimo zdrowej chińskiej diety, przyjdzie umierać. W chińskim garniturze. Na koniec położą go do grobu wykutego z chińskiego granitu przez skośnookich kamieniarzy. Właśnie przeczytałem, że rynek usług grobowych też oni w Polsce zdominowali. Cóż jeszcze pozostało? Nowa chińska żona?

            Co trzeci człowiek na świecie jest Chińczykiem. Chiny, czwarta już gospodarka świata za parę lat będzie trzecią. Juan, kiedyś pogardzany, jest już w Azji pożądaną walutą. Chiny mają ponad 980 mld dolarów rezerw walutowych. Jeśli dodać do tego prawie dwieście miliardów USD posiadanej przez Hongkong, ponad dwieście przez Tajwan, nie mówiąc już o siedmiuset miliardach Japonii to niebawem będziemy mieli wspólną walutę azjatycką. Juana, dolara skośnookiego, albo zupełnie nową.

            Polska niedawno pogardzała Chinami. Nie wierzono w tak szybki rozwój. To tylko kreatywna statystyka. To pic, słyszałem niedawno szyderstwa, wsparte jakimś demaskatorskim artykułem „Financial Times”. Dziś wszyscy pieją z zachwytu nad Chinami, ale szanse wielkich biznesów dla polskich firm przeszły nam koło nosa. Teraz wszyscy rozpieszczają Chińczyków, zwłaszcza światowe koncerny. Można jeszcze spróbować w zapyziałych prowincjach, ale tam też coraz trudniej. Można nadal w Wietnamie. Nowym azjatyckim tygrysku.

            W Wietnamie mieszka ponad 4 tysiące absolwentów polskich uczelni, dziś w wieku dyrektorskim. Zarząd koncernu stoczniowego to absolwenci politechniki gdańskiej. Kiedy prowadzą negocjacje z Singapurczykami czy Francuzami i chcą bez odchodzenia od stołu sekretnie coś ustalić, zaczynają mówić  po polsku. To ich tajny, nieznany kontrahentom język.  

            Setki Wietnamczyków, Chińczyków pragną studiować w Polsce. Za własne pieniądze. Problemem są wizy. Nasza biurokracja obawia się, że studenci z Azji zostaną u nas. I żółta rasa zaleje biednych Polaków-katolików. NA nic argumenty, że mamy niż demograficzny. Że polskie uczelnie marzą o płatnych studentach z Azji. Że Rzeczpospolita nie zawali się, nawet gdyby kilkanaście tysięcy Chińczyków i Wietnamczyków osiadło u nas. Popatrzcie na nich. Pracowici, lojalni wobec każdej władzy, niekłopotliwi. Dzieci wietnamskie wygrywają w polskich szkołach nie tylko konkursy matematyczne, ale i polskiej ortografii. To nie są nacje wspierające wojujący islam.

            Polacy są w Irlandii, Wielkiej Brytanii, na Islandii. Czy przyjmiemy Wietnamczyków, Chińczyków? Czy wydałabyś córkę za Chińczyka Matko-Polko? Czy chciałbyś mieć skośnookiego wnuka Ojcze-Polaku? Czy wiesz coś więcej o tamtej stronie świata? I choć niewiedzę usprawiedliwić może idiotyczna polityka informacyjna naszych mediów publicznych – PAP zlikwidowała korespondenta w Pekinie, podobnie jak telewizja publiczna – to warto wyjść z polskich okopów. Co trzeci człowiek na świecie mówi po chińsku. U nas oczywiste jest, że trzeba znać angielski, rosyjski, ale chiński? Nie ma powszechnie dostępnych podręczników, samouczków, rozmówek. A na prestiżowych polskich uczelniach Chiny i chiński stają się modne. Bo tu jest przyszłość świata. A jeśli chodzi o żonę, to lepsze są Koreanki. Chinki są zbyt sfeminizowane, władcze i kapryśne nierzadko. Znają już swoją wartość.
Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Pomylony Gadzinowski

środa, 22 listopada 2006 11:30

            Wiedziałem, że mam przechlapane, ale nie sądziłem, że aż tak. Dwa tygodnie temu w sejmowym korytku na listy, w morzu papierów znalazłem wezwanie do sądu. Spodziewałem się świadkowania, ze zdumieniem dowiedziałem się, że jestem oskarżony. O plugawienie i zniesławienie senatora Henryka Stokłosy. Trochę w grzesznym życiu plugawiłem, zdarzyło się zniesławić, ale nigdy exsenatora, mięsnego magnata Stokłosy. Poza tym mam immunitet na polityczne plugawienie i gdyby ludzie pana magnata Stokłosy chcieli mnie do loszku na trzy lata wtrącić, to najpierw Wysoka Izba musiałaby mnie rozebrać z immunitetu. Okazało się, że sprawcą ewentualnego zniesławienia jest dziennikarz z Piły, też zwący się Piotr Gadzinowski. Sąd uznał jednak, że plugawić i zniesławiać może jedynie poseł Gadzinowski. Bo kto gadzina tego wina. Szkoda trochę, że sprawa wydała się. Mogłem przecież jako oskarżony konsekwentnie odmawiać zeznań, poczekać aż sąd wszcznie procedurę zdejmowania immunitetu i dopiero na końcu zakrzyknąć: A kuku! To jednak nie ja.

            Wiedziałem, że mam paskudną opinię, ale nie sądziłem, że mogą mną straszyć dzieci. W ubiegłym tygodniu sam prezes-premier Jarosław Kaczyński postraszył Jana Maryję Rokitę. Straszył „twarzami SLD: Joanną Senyszyn i Piotrem Gadzinowskim”. Biedny Jan Maryjka tak się przestraszył, że storpedował rodzącą się w Warszawie koalicję PO – Lewica i Demokraci. I dobrze. Ucierający się twór polityczny Lewica i Demokraci uniknął w ten sposób atrakcyjnej może posadowo, ale korpucjogennej politycznie pokusy. Zamiast podniecać się zalotami Tuska i pani Hanii Gronkiewicz-Waltzowej lepiej popracować nad wzmocnieniem „trzeciej siły politycznej”. Tym razem mój paskudny wizerunek ocalił cnotę lewicy. I demokratów też.

            Już nie będę musiał głosować na panią Hanię. Ani na atrakcyjnego Kazimierza. Uważam też, że ludzie lewicy, demokraci powinni skreślić obu kandydatów na prezydenta stolicy, albo nie do urn nie iść.

            Mam przechlapane, o czym już wiem. Redakcja „Przekroju” zapytała mnie, jako jednego z serii polityków „czy kiedykolwiek stosowałem środki antykoncepcyjne?”. Przyznałem się, choć niebawem może to być zbrodnia bez przedawnienia, jak te przeciwko ludzkości. W notce biograficznej obok mojej wypowiedzi w „Przekroju” przeczytałem: „49 lat. Poseł SLD. Wsławił się wprowadzeniem do Sejmu Marianny Rokity polskiej seksrekordzistki. Stanu wolnego, nie ma dzieci.” Tylko wiek niestety i aktualna posada są prawdziwe. Rokity Marianny nie wprowadziłem, nadal żonaty jestem, a dzieci mam przynajmniej dwoje. Nie wpisuję ich jedynie do sejmowych kwestionariuszy, bo noszą takie samo nazwisko jak ojciec.

            Potworem nie jestem, dzieci muszę chronić. Zwłaszcza, że jeszcze młodo wyglądam, tak wszyscy mówią. Nie chciałbym, by następnym razem gdy narozrabiam gdzieś na mieście, sąd pomyłkowo ścigał moją rodzinę. W zeszłym tygodniu przechadzałem się po Nowym Świecie z exasystenktą. Minęła nas grupa młodzieńców. „Z posłem chodzisz!!!” – wrzasnęli z wyrzutem do blonddziewieczki. Bałem się o jej włosy, wszak kiedyś ruch oporu za spacery z gestapowcami golił głowy! Nic dziwnego, że znajome mężatki zrywają ze mną kontakty. Poseł i Gadzinowski w jednym to trąd. Chyba pozostają mi spacery samotne.

            A co cztery lata ponad 10 tysięcy durnowatych startuje do Sejmu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

GŁOWĘ PAŃSTWA BOLI GŁOWA

piątek, 10 listopada 2006 17:42

            Specsłużby schwytały pierwszego Ściganego IV RP. Bezdomnego Huberta H. Oskarżony jest z art.135 k.k o „znieważenie Prezydenta Rzeczpospolitej polskiej” czyli głowy państwa. W krajach cywilizowanych jak Wielka Brytania, USA, Korea Północna czy Ukraina za taki czyn już nie karze się. Podobnie w krajach cywilizujących się jak Chiny, Rosja, czy Watykan. Karze się surowo na Białorusi i w Turkmenistanie, także w Tajlandii, gdzie ochrona Rodziny Panującej wpisana jest do Konstytucji. W Polsce mamy już Rodzinę Panującą, ale czy mamy głowę państwa? Obecny bałagan wskazuje, że nie. Hubert H. powinien zostać uniewinniony.

            Kreujący się na głowę państwa państwo Kaczyńscy co innego mówią za granicą, co innego w IV RP. Prezes-premier Jarosław mówił w Berlinie o stworzeniu armii Unii Europejskiej, zaś w kraju wypierał się tego. Bo taka armia oznaczałaby ograniczenie dopłat Unii dla chłopów polskich. Prezydent Lech Aleksander określił w Londynie poszukujących tam pracy Polaków jako nieudaczników, a potem zwalił wszystko na fałszerstwo mediów. PiSowski wicepremier pracy Kazimierz Kuberski zaproponował w Brukseli wydłużenie tygodnia pracy do 65 godzin, czyli po 13 godzin dziennie. Albo biedaczysko nie umie liczyć, albo ogłasza koniec „Polski solidarnej”.

            Z Łęczycy, z dziedzińca miejscowego szpitala usunięto ludową rzeźbę diabła Boruty. Nie wypada, by w IV RP Diabeł stał w publicznym miejscu. To wola miejscowych proboszczów. Zejdzie Boruta do podziemia, choć to porządny diabeł, żaden tam Rokita.

            Niemieckie nazwy miast, np.: Stettin, Warschau, czy Breslau mają zniknąć z niemieckich drogowskazów. Mają być tam napisane po polsku. O to walczy eurodeputowany z rządzącej w Polsce koalicji Sylwester Chruszcz. Czy my teraz będziemy używać Paris, London, Kolh, Beijing?

            Współrządząca w IV RP LPR zaproponowała całkowity zakaz erotyki, zwanej „pornografią”, bo oglądanie erotyki ponoć deprawuje młodzież, wywołuje u niej agresję. Gdyby przeprowadzić wśród młodych sondaż i zapytać co ich bardziej pobudza do gniewu, frustracji, agresji: silikonowe cycki Dody Elektrody czy wielka głowa Romana Giertycha, to wynik z góry jest wiadomy. Giertych o kilka swych głów wyprzedziłby Elektrodę.

            W Polsce można legalnie uprawiać życie seksualne od lat piętnastu. Ale zdaniem moralistów życia seksualnego nie wolno oglądać przynajmniej do lat siedemnastu. W Polsce nie można uprawiać życia politycznego przed ukończeniem pełnoletniości, ale wolno takie życie oglądać już w wieku przedszkolnym. Skoro oglądanie życia politycznego bardziej deprawuje młodzież niż seksualnego, to może zakazać pokazywania go w telewizji? Przynajmniej przed 23-cią.

            Usłyszałem, że prezydent Lech Aleksander nie podjął decyzji, co do ustawy lustracyjnej, bo go od konsultacji rozbolała głowa. Proszków na ból zażyć nie może, bo brat zamknął mu fabrykę leków.

            Uwolnijcie Huberta Hoffmana od zarzutu znieważania głowy.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  1 268 638  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

BIOGRAFIA PIOTRA GADZINOWSKIEGO

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu ...

więcej...

Piotr Gadzinowski urodził się w św. mieście Częstochowie w rodzinie piekarza, drobnego kapitalisty. Za chlebem wyjechał do Warszawy, tam zbolszewizował się i pozostał na emigracji zarobkowej. W życiu wykonywał wyjątkowo podłe zawody: posła, publicysty, pomocnika redaktora naczelnego i pomocnika piekarza. W Sejmie RP zwanym obecnie „sanktuarium demokracji” przechował się przez 3 kadencje. Bywał na posiedzeniach Komisji Kultury, Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, Łączności z Polakami za granicą W Sejmie RP, Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i Parlamencie Europejskim. Współtworzył ustawę o kinematografii. Oznaczono go orderem zasłużony kulturze „Gloria Artis”. Autorzył i współautorzył sześciu książkom publicystycznym i satyrycznym. Znający go dobrze uważają, że lepiej mówi niż wygląda i lepiej pisze niż mówi. Przeczytaj bloga, a będziesz zaskoczony.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1268638

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości